poniedziałek, 18 lipca 2011

Hosanna na niebiosach

Wczorajszy koncert w Śmiłowicach wywołał we mnie mieszane uczucia. I zmusił do refleksji nad słowem "uwielbienie". Wywołuje ono mnóstwo różnorodnych reakcji - niektórzy na samo brzmienie tego wyrazu dostają białej gorączki, dla innych jest to jedno z najbardziej ulubionych słów z obszaru słowotwórstwa religijnego. A dla mnie? No właśnie nie wiem. Mam z tym problem.

Są takie chwile, gdy mamy ochotę skakać na chwałę Pana, wznosić swoje ręce w "uwielbieniu". Nie potrafimy usiedzieć na miejscu, zachęcamy innych do wstawania. Innym razem mamy problem, żeby otworzyć usta i pogrążyć się w "uwielbieniu". Każda pieśń jest męcząca, problematyczna, nasze reakcje sztuczne, najchętniej siedzielibyśmy na swoim miejscu, pogrążeni w zadumie, nie reagując na entuzjazm innych. A bywają i takie momenty, gdy jest nam wszystko jedno. Możemy śpiewać, nie musimy, ganz egal.

Drażni mnie to, gdy ktoś próbuje na siłę udowodnić, że jedynie pełne energii "uwielbianie", połączone ze staniem, klaskaniem, uśmiechem, jest prawdziwym i właściwym. Często jest to wyznacznik naszego oceniania osób wokół nas ("on cały czas siedzi, z nim musi coś być nie tak"). Ja natomiast wiem po sobie, że lubię czasem usiąść, pogrążyć się w myślach, ale równie mocno i szczerze "uwielbiać". I nie wydaje mi się, żebym gorzej uwielbiał niż pozostali, którzy stoją ;)

Nie jest to przytyk w niczyją stronę. Wiadomo, że gdy zespół stoi na scenie, a ludzie wstają i głośno śpiewają, to "od razu jest inna jakość i inna atmosfera". Ale zgadzam się ze stwierdzeniem, że kwestia "uwielbienia" jest naszą indywidualną sprawą. Nikt nie zrobi tego za nas. Nikt nas nie zmusi do tego, by usiąść, by wstać. Nikt nie ma prawa osądzać postawy naszego serca, a w końcu to ona jest najważniejsza :)

Dlatego "uwielbiajmy" naszym sercem, stójmy, siedźmy, klaskajmy, albo i nawet czasem milczmy. Pan patrzy na serce.

I tak na zakończenie - zespole CME, dzięki za wczorajszy koncert. Myślę, że był on pod każdym względem wyjątkowy ;) Stać z wami na scenie to wielki przywilej. A już śpiewać z wami bridge "Hosanny na niebiosach" - ciężko mi opisać to uczucie. Oby te słowa były zawsze naszym pragnieniem. I moim zdaniem najpełniej oddają ideę tego całego "uwielbienia" :)

Oczyść, ulecz serce me
Daj zobaczyć co niewidzialne jest
Naucz kochać tak jak Ty kochałeś
Wolę Twoją poznać chcę
Dla królestwa żyć pragnę wiedząc że
Do wieczności zbliża mnie każdy dzień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz