piątek, 17 czerwca 2011

ostatni

Dobiega końca ostatni wieczór (a w zasadzie noc) na pierwszym roku w Warszawie. Gdybym chciał opisać tu wszystkie moje wrażenia, wspomnienia (które z moim jeszcze obecnym współlokatorem dzisiaj sobie przypominaliśmy), to mogłoby braknąć miejsca, a wy, czytelnicy, moglibyście zasnąć już po 1/3 tych wspomnień.

Dlatego ostatnia notka pisana z Warszawy poświęcona będzie wdzięczności Bogu. Za Jego niesamowite cuda w trakcie letniej sesji - to, że mój hiperoptymistyczny plan zdania wszystkiego w pierwszych terminach został zrealizowany, jest tylko i wyłącznie Jego zasługą. Moja prośba o Jego cud, którą powtarzałem przed każdym egzaminem/zaliczeniem nabrała niesamowitego znaczenia dzięki kolejnym sukcesom.

Te udane potyczki z przedmiotami uczelnianymi dedykuję Bogu, moim najbliższym, którzy pamiętali o mnie w modlitwach oraz moim kumplom z roku, o których będę pamiętał w modlitwach (oni jeszcze z sesją się zmagają) i trzymał za nich kciuki. Wierzę, że im również się powiedzie :)

W związku z zakończeniem sesji był Wedel, "Save me from myself" na cały regulator, ostatni wypad na miasto plus pakowanie - najwyższa pora opuścić stolicę, by wrócić na moment (bo coś czuję, że te 3 miesiące to będzie mgnienie oka...) do małej ojczyzny. A potem...

Znowu będzie mały student w wielkim mieście.

Dziękuję za wasze wszystkie odwiedziny (3449 odwiedzin traktuję jako coś niesamowitego), komentarze, chwile poświęcone na moje wypociny. Postaram się przez wakacje również coś poblogować, tym razem z małej doliny ;)

3majcie się z Panem Bogiem. Doświadczajcie Jego cudów. Przekonujcie się na własnej skórze, jak jest On niesamowity i wspaniały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz