Pierwsze wrażenie COP19 – to jest tak ogromne! Gdzie pójść najpierw? Gdzie potem? Tyle ludzi różnych narodowości, ras, religii, politycy, delegaci spoza rządów. Około 15-20 tysięcy ludzi. Imponujące. I gdzieś w środku – ja, mały student teologii Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Sprawiedliwość klimatyczna, emisja węgla, obniżenie jego zawartości, próba wpływania na negocjacje, zmiana klimatu, katastrofa na Filipinach – te słowa są odmieniane na wszystkie możliwe sposoby przez delegatów...
Szczyt ma znaleźć odpowiedź, rozwiązanie na zmiany klimatyczne. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy rzeczywiście wszyscy mają na uwadze klimat, ludzi cierpiących w związku z emisją gazów cieplarnianych? Może patrzymy tylko na własny interes – tylko by uniknąć wyższych podatków i opłat za emisję węgla, tylko by przyzwyczaić się do zmian klimatu – bo to przecież w końcu nieunikniony proces, może by uzyskać nieco więcej kasy podczas negocjacji… Dlaczego cała uwaga Polaków skupia się na Marszu Niepodległości a nie na zagadnieniu: „co Polska, co Polacy mogą zrobić by ograniczyć np. emisję tych szkodliwych gazów?”
A może to wszystko nasza wina? Może środowisko nas nie obchodzi? Może pomysły oszczędzania wody, recyklingu, nie wyrzucania plastiku do pieca nas nie interesują? Może inni powinni to robić? Może tylko ekolodzy powinni się tak zachowywać? Czemu chrześcijanie mają się zajmować ekologią? Czemu klimat powinien ich interesować?
Może takie pytania są stawiane w polskim luterańskim Kościele. Dyskusja dotycząca środowiska nie jest domeną synodu. Skupiamy się przecież na innych, bardzo ważnych zresztą, tematach. Ale czy środowisko nie jest istotne? Czy temat odpowiedzialnego zachowania wobec ziemi nie występuje w Biblii? Siedząc w sali plenarnej i obserwując ludzi zastanawiam się – co ja, mały student z Polski, mogę zrobić dla środowiska? Powinienem zostać wegetarianinem? Może powinienem brać krótsze prysznice?
Ale może powinienem również mniej konsumować? Czy potrzebuję wszystkiego, czego używam i nawet jeżeli – czy rzeczywiście powinienem tego używać w tak dużych ilościach? Ile jedzenia zdarza mi się marnować? To tylko moje refleksje. Mogą wydać się śmieszne. Ale ja naprawdę chciałbym zobaczyć że coś zmienia się w polskiej mentalności. Naprawdę chciałbym być pewien, że moje dzieci i wnuki będą w stanie żyć na tej planecie – że coś dla nich zostawimy. Jest pewne stare powiedzenie: nie odziedziczyliśmy Ziemi od naszych dziadków i rodziców. Pożyczyliśmy ją od naszych dzieci i wnuków. Będziemy w stanie oddać ją im w przyszłości?
Postaram się znaleźć na to odpowiedź. Bądźcie na bieżąco.
Cóż Piotrze, moim zdaniem ludzi w Polsce nie obchodzi może aż tak bardzo ta tematyka, gdyż:
OdpowiedzUsuń1)nigdy w życiu nie słyszeli o tych "problemach", związanych z rzekomą zmianą klimatu, na przykład czymś takim jak "sprawiedliwość ekologiczna" (swoją drogą, co to jest? Bo sam jestem ciekaw, przyznam szczerze).
2)ta tematyka jest, szczerze mówiąc, obca u nas i w Europie Środkowej z przyczyn czysto praktycznych. Jak chcesz przekonać biednego, małorolnego chłopa by nie wylewał swoich śmieci do ziemi czy rzeki, tylko utylizował? Skoro go na to nie stać (bo to przecież także kosztuje)? Jak przekonasz biednego rolnika, studenta, robotnika lub po prostu osobę mało majętną, by kupowała produkty rzekomo ekologiczne, lub po prostu w bardziej ekologicznych opakowaniach, skoro te nieekologiczne są tańsze? Te sprawy będą nas obchodzić (i powinny obchodzić) dopiero wtedy, gdy będziemy bogaci jak Francja, Anglia czy USA. Do tego powinniśmy więc dążyć najpierw. Inaczej to po prostu syzyfowa praca.
3)kontrowersyjna jest też sprawa rzeczywistego wkładu człowieka w zmianę klimatu. Wielu ludzi, w tym i uczonych, podaje, że człowiek owszem ma wkład w zmianę klimatu, lecz jest to wkład mikroskopijny. Grenlandia kiedyś była taka, jak jej nazwa: zielona. I to nie dlatego, że wikingowie ocieplili tam klimat, paląc ogniska, ale po prostu klimat się zmienia. Kiedyś saniami można było pojechać przez Bałtyk do Szwecji w zimie. Teraz nie można, i to bynajmniej nie dlatego, że Szwedzi spalili tak wiele domostw podczas potopu, że ocieplili w tym rejonie klimat.
Pozdrawiam
PU
Szanowny PU,
Usuńmasz rację. Nie przejmujmy się w ogóle klimatem, środowiskiem i naszą planetą. Nie martwmy się o to w jakich warunkach będą żyć nasze dzieci i wnuki. To naturalne, że klimat się zmienia, a nasze postępowanie nie ma na to żadnego wpływu. Zatem nie zmieniajmy naszego postępowania. Nie uświadamiajmy ludzi w Polsce bo jesteśmy biedni. Przecież pieniądze są rozwiązaniem każdego problemu.
Pozdrawiam,
C.
Nie wiem skąd owa złośliwość, Panie/Pani C. Zadałem pytanie autorowi jak on to widzi i tylko tyle. Nie mówię że mnie kwestia klimatu nie obchodzi, bo obchodzi, ale jednak są pewne pytania które po prostu trzeba sobie zadać.
UsuńJednym z tych pytań jest to, w jaki sposób przekonać osoby biedne do korzystania z (teoretycznie) bardziej ekologicznych w użytkowaniu (bo na pewno nie w produkcji) żarówek rtęciowych, zwanych czasem energoszczędnymi, niż ze zwykłych cieplnych. A takie istnieją na rynku, niech Pan/Pani mi uwierzy. Tyle tylko że na czarnym rynku, z przemytu. Dzięki czemu są tańsze, bo są tańsze w produkcji, oraz nieobłożone żadną akcyzą, cłem etc. To jest rzeczywisty problem, z którym należy się zmierzyć. Bo w sumie zrozumiałe jest że osoby chcą rzeczy tańsze, a jeśli te osoby są biedne, to jest to dla nich podstawowe kryterium. I żadne zakazy ich nie przekonają do przymusowej ekologii.
Pan/Pani jest idealistką i wierzy (ślepo?), że trzeba przekonać ludzi do polityki klimatycznej, bo inaczej nastąpi katastrofa. Ok, być może, wieszczem nie jestem i z tego co wiem t sami naukowcy nie są zgodni czy ocieplanie klimatu na serio nastąpi (z tego co wiem to do lat '90 mówiono raczej o zbliżającej się nowej Epoce Lodowcowej). Ale przyjmijmy że dzisiejsze proroctwa o ociepleniu są prawdziwe.
Ja jako jednak pragmatyk zadaję sobie pytanie: jak? Jak chcecie przekonać ludzi do siebie i swoich idei? Jak przekonać tych, którzy uważają to za bzdury lub ich po prostu nie stać na zabawę w ekologię?
Bez spiny ;)
postaram się w najbliższych dniach zamieścić jakiś mały słowniczek - nie ukrywając jednocześnie że sam niektórych pojęć nie ogarniam bądź są one niezwykle pięknymi sloganami nie wnoszącymi żadnej treści.
UsuńKrótko odnosząc się do waszej dyskusji - zastanawiam się, czy biedą można wytłumaczyć palenie gumy, plastiku w piecu, wywożenia śmieci do lasu czy konsumowanie takiej ilości jedzenia, że połowę wyrzuca się do kosza... oczywiście - jest to ważny faktor, ekologia w Polsce nie jest rzeczą tanią, dopiero staje się mainstreamem, więc koszty wciąż są wysokie. Pytanie tylko na ile możemy traktować to jako usprawiedliwienie.