środa, 22 sierpnia 2012

dom

Moje miejsce. Punkt odniesienia. Teren, do którego mogę wracać.
Dobrze go mieć. Dobrze mieć tych, którzy w nim są.

Coraz więcej czasu spędzam poza nim. Coraz częściej gdzieś wyjeżdżam, przebywam w Warszawie - automatycznie mniej czasu spędzam w domu. Wiem, że to jest naturalna kolej rzeczy... Wiem, że tak musi być. Godzę się na to, w wielu momentach mi to odpowiada.

Ale dobrze jest mieć gdzie wrócić :)

Pierwsze praktyki parafialne za mną. Wrażeń sporo, a zmęczenie nie pozwala się jakoś strasznie rozwodzić. Spróbuję więc opisać je w 9 zdaniach - tyle liter ma Grudziądz.

Niezwyczajne miejsce.
Odczuwalny spokój.
Upalnie.
Wpieniające stada komarów, które postanowiły mnie gryźć.
Urzekająca starówka.
Czasem przybijająca samotność.
Przyjemni ludzie.
Nadrabianie zaległości.
Cenne doświadczenie mające jakiś Boży cel.

Było naprawdę fajnie. Ale przede mną jeszcze ponad miesiąc, nim wrócę do Wawy. I mam nadzieję, że też będzie fajnie. Choć nie, inaczej. Jestem prawie pewien, że będzie fajnie. Pewnych rzeczy już naprawdę nie mogę się doczekać.

Na dobranoc nuta, która chodzi mi po głowie dobre 48 godzin:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz