środa, 4 lipca 2012

Pieśń o spustoszeniu żołądka

(ostrzegam - pieśniarz ze mnie wyjątkowo kiepski, dodatkowo cierpiący na dolegliwości żołądkowe. Więc wybaczcie "formę")

Żołądek w kiepskim jest stanie - jasna to rzecz
cóż pocznie, jeśliś, drogi właścicielu, katował go fast-foodów masą?
Mać twa powtarzała: "Przyjdzie jeszcze czas nieszczęsny ten
Gdy upomni się on o prawa swe!"
I jak to mać - rację owąż miała.

Natenczas onegdaj, z próby w zbożu wracając
począł ów bohater odgłosy pierwsze wydawać
niczym młody koń wędzidła pozbawiony
"Szykuje się zabawna noc" - rzekł głupiec w sercu swoim.
I jak imć pomyślał, takowoż też stać się miało.

Słowem do rodzicieli się nie odezwawszy
pomknął do bram łazienki
(dawniej wychodkiem zwanej)
tam dokonać się miał
wieczoru akt najstraszniejszy

23.55.
To, co zwykle wewnątrz
zewnętrzne uroki świata poznać zapragnęło
i niczym Tatarów armia
hulać poczęło na wodach dotąd nieznanych

Swoiste deja vu
przyszło przeżyć 8 kwadransów później
gdy kolejne pokolenie odkryło
iż oni nie widzieli przecie nic co zewnętrzne.
Z hasłem "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" na usty, nawałnica ruszyła

I tak minął dziś poranek i wieczór, dzień 5.
Dzień do dnia podobny - z tym samym bólem tępym
a gdy na horyzoncie
wyjątkowo nie burzliwym, lecz spokojnym. Nie sztormowym, lecz cichym
zabłysła nadzieja - głupiec głupią ręką po głupią pizzę głupio sięgnąć się odważył.

Epilog przygody tej taki:
radykalnych postanowień nadszedł przykry czas.
Pepsi, M(a)Com, Kejefom, Pizza Hutom
należy dziś farewell powiedzieć
i uczyniwszy to, gorzko zapłakać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz