Ostatnie chwile spokoju. I to nie tylko dlatego, że w niedzielę wracają rodzice.
Ostatnie chwile mówienia tylko i wyłącznie po polsku. Rany, jak ja się przestawię na angielski?
Ostatnie chwile samotności. O, to akurat uznaję za zmianę na plus :P
Ostatnia noc, która pozwoli się wyspać.
Hm, ciekawe. Dominuje tu słowo "ostatni" - jeszcze przed rozpoczęciem obozu. Wolę w tę stronę ;)
Dla niewtajemniczonych - od poniedziałku gromadka (dokładnie ok. 60) uroczych, przekochanych, niezwykle grzecznych i ułożonych dzieci w wieku podstawówkowym zwali się na głowę 16 Amerykanom i 13 Polakom. I przy okazji mnie - bossowi Jawornik English Camp 2012.
Będzie czas zabaw, gier, mówienia po angielsku, śpiewania piosenek, słuchania historii biblijnych, czas ochrzaniania za bycie niegrzecznym (no bo powiedzmy sobie szczerze - dzieci mają to do siebie, że nie słuchają dorosłych :P), czas integracji, śmiechu, wzrastania w wierze. Czas, który zwykle bywał niezapomniany i kojarzył się niesamowicie. Jak będzie teraz?
Czy Amerykanie dotrą bezpiecznie do Jawornika?
Czy potem dojadą do nich polscy opiekunowie?
Czy stworzymy jeden zgodny team?
Czy dzieciaki poczują się jak u siebie?
Czy będziemy umieli się z nimi dogadać?
Czy i tym razem obejdzie się bez wypadków?
Czy dopisze pogoda?
Czy podołam(y)?
Czy Pan Bóg odbierze sobie z tego chwałę?
Czy wszystkie nasze pomysły wypalą?
Proszę was o modlitwy. Bez tego nie ruszymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz