Wracając do akademika zaczepiła mnie pewna pani, prosząc o udział w ankiecie. Zgodziłem się, gdyż miałem chwilkę czasu. Okazało się, że będę testował jogurty truskawkowe ;)
Usiadłem w jakiejś sali, przy innym stoliku jakaś kobieta próbowała tychże jogurtów. Po napiciu się wody miałem spróbować trzech różnych jogurtów. (prawdopodobnie była to Jogobella, Danone i jeszcze jakiś) Zdecydowanie najbardziej smakował mi pierwszy z nich. Miałem określać konsystencję, zapach truskawkowy, słodkość, kwaskowatość, smak truskawkowy, wielkość owoców i ich ilość. Ogólnie całkiem przyjemna zabawa, ale ten ostatni jogurt był daremny... Przy okazji dowiedziałem się od pani spraszającej na te badania rynku, że teologia to bardzo ciekawy i nietypowy kierunek, bardzo dobry do studiowania. Hehe. Znając życie wzięła mnie za kogoś z seminarium, przyszłego kapłana w kościele rzymsko-katolickim;) Choć, kto wie, może gdzieś kiedyś słyszała, że istnieje Kościół Ewangelicko - Augsburski...
Było całkiem przyjemnie, dostałem Toffifee (lepsze to niż Cafe Prima - przynajmniej kogoś poczęstuję), pomogłem tym babkom (bo podobno miały mało osób do testowania). A teraz wracam do Deuteronomistycznego Dzieła Historycznego.
Spać...
O!;)W Newsweeku przeczytałam ostatnio:'Jogurt: Pod wieczkiem obok mleka, cukru i wsadu truskawkowego kryją się barwniki jak najbardziej naturalne: betanina i koszenila. Pierwszy pochodzi z buraków ćwikłowych, a drugi z wysuszonych ciał i jaj mszyc, poza przemysłem spożywczym wykorzystywany m.in. w środkach do odstraszania mrówek. Ponadto w jogurcie jest naturalny zagęstnik: żelatyna wieprzowa.Te dodatki to standard w produkcji jogurtów.' Artykuł wprawdzie był o Bakomie, ale wszystko jedno i to samo. Ja już jogurtów nie ruszam!;)Ale smacznego!:P
OdpowiedzUsuńGdybyśmy mieli się przejmować tym, co jemy, to za niedługo chyba nie byłoby co jeść... Bakomy nie jem. Wolę Jogobellę :P
OdpowiedzUsuńbtw. Newsweek kłamie :P
Przeczytałam mamie, że w mięsie coraz częściej nie ma mięsa, czego konsekwencją są powtarzające się co rano śniadania, składające się z wędzonej przez tatusia szyneczki i... z wędzonej przez tatusia szyneczki.;) A najgorsze, że wstając dziś rano i siedząc przy stole, nie wiedziałam, co się dzieje. Tak jakbym powtarzała dzień...;)
OdpowiedzUsuńWędzona szyneczka twojego taty jest wyborna;) nie wiem, co ci w niej nie pasuje. Na śniadanie jak najbardziej ;)
OdpowiedzUsuńTala miała tak zwany "dzień świstaka"
OdpowiedzUsuńa kto zgadnie, co miałam dzisiaj na śniadanko?;)
OdpowiedzUsuńSzyneczkę tatusia? ;)
OdpowiedzUsuń